Kiedy mężczyzna ma 80 lat : Nerki

Kiedy mężczyzna ma 80 lat : Nerki



wiedzie spokojny żywot. Odpoczywa po latach ciężkiej pracy; byt murarzem. Sam prowadzi dom i świetnie sobie radzi. Opiekuje się psem i dwoma kotami. Czasem zagląda do ogrodu, który nie jest już tak piękny, jak wtedy, gdy żyta żona. Dużo spaceruje, żyje w małej, urokliwej miejscowości w Sulęcinku. Codziennie chodzi na poranną kawę do brata, który razem z rodziną mieszka obok. Co niedziela wsiada na rower i pokonuje sześć kilometrów, jadąc do młodszego syna Jacka na obiad. Małgosia ugotuje jego ulubiony rosół, wnuki Aleksandra i Szymon pochwalą się ocenami ze szkoły.

Jak na swój wiek mężczyzna ma dużo sity, czuje się zdrowy. Rzadko chorował, czasem tylko dokuczały mu nerki. Jest szczęśliwy. Ma swoje miejsce na ziemi, rodzinę, którą kocha i plany - chce dożyć stu lat w dobrym zdrowiu. Kiedy mężczyzna ma 80 lat, wieść o chorobie burzy cały jego świat. Gdy Jacek i Gosia przyjechali odwiedzić ojca Henryka Gabarę, ten mierzył sobie ciśnienie. 280/160 mm Hg. Myśleli, że popsuł się ciśnieniomierz, więc pożyczyli drugi aparat od sąsiadów. Wynik był taki sam. Jacek od lat leczył się na nadciśnienie, zawsze miał przy sobie leki. Dał tacie tabletkę, potem drugą. Henryk byt słaby, blady, miał zawroty głowy. Gdy ciśnienie spadło do 250/1 20 mm Hg, pojechali na pogotowie. Lekarz stwierdził niewydolność nerek, przepisał lekarstwa i zalecił kontrolę za dwa tygodnie, Byt 2 października 2005 roku. Tata przyznał się, że od kilku dni miał wysokie ciśnienie mówi Jacek, Mierzył je regularnie, a pomiary zapisywał w notatniku. Lekarz wyjaśnił nam, że przyczyna. nadciśnienia są problemy z nerkami. Siedemnaście lat temu tacie usunięto brodawczaka to nowotwór pęcherza moczowego. W trakcie operacji okazało się, że prawa nerka źle funkcjonuje, jest niedrożna, Lekarze udrożnili ją, ale poprawa nie trwała długo. Ponieważ działanie nerek było zaburzone, nie nadążały one z usuwaniem toksycznych produktów przemiany materii. Poziom kreatyniny wzrastał, zatruwając organizm. Ten stan utrzymywał się przez lata. W końcu doszło do niewydolności nerek, która objawiała się nadciśnieniem, zawrotami głowy, zaburzeniami i utratą świadomości.

Za późno na dializy
W domu stan Henryka pogarszał się. Jacek nie czekał na umówioną wizytę, po tygodniu zawiózł ojca na pogotowie. Tam, czekając na lekarza, Henryk stracił przytomność. W szpitalu spędził dwa tygodnie. Wypisano go 24 października. Był w bardzo zlej kondycji wspomina Jacek. Nie miał sity ubrać się, nie mógł zrobić kroku o własnych sitach. Lekarze zrobili badania i stwierdzili, ze nerki nie pracują. Jednak dializowanie pacjenta w tym wieku nie ma sensu mówili a leki, które przepisali, niewiele pomogą. Polecili przywieźć tatę za dwa tygodnie na kontrolę. Jeśli dożyje... Henryk potrzebował całodobowej opieki.
Zdecydowaliśmy się, że przeniesiemy tatę do nas - wspomina Małgosia. Do południa opiekowała się nim moja mama, potem dzieci wracały ze szkoły, a my z pracy. Zawsze ktoś byt w domu. Tata marniał w oczach dodaje Jacek. Stracił apetyt, wręcz odmawiał jedzenia. Gdy ugryzł kilka kęsów, zaraz wszystko wypluwał. Doszło do tego, że Małgosia miksowała jedzenie i karmiła go przez słomkę. Skarżył się na bóle głowy. Potrzebował pomocy przy każdej czynności. Byt bardzo wątły.
Zaczął pić Alveo 1 listopada, na wzmocnienie.
Kupiliśmy preparat od znajomej, która nie miała pełnej informacji, ani na temat działania Alveo, ani na temat systemu zniżek w Akunie tłumaczy Małgosia. Niestety, podaliśmy tacie tylko trzy miarki.

Miesiąc w śpiączce
Trzy dni później Jacek wezwał do ojca lekarza. Widział, że jest coraz gorzej. Wyniki badań wykazały, że stężenie kreatyniny przewyższa normę siedmiokrotnie. Henryk od razu trafił na oddział wewnętrzny do szpitala w Śremie. Gdy syn pojechał odwiedzić ojca następnego dnia, zastał puste szpitalne łózko. Pomyślałem, że to koniec, że tata nie żyje wspomina. Lekarka wyjaśniła mi, że przeniesiono go na oddział pilęgnacyjno-opiekuńczy. Byt w stanie śpiączki. Dwa tygodnie Henryk leżał nieprzytomny. Rodzina odwiedzała go codziennie. Nie było z nim żadnego kontaktu, leżał podłączony do kroplówek, karmiony sondą. Wyglądał jak cień człowieka, byt blady i wychudzony. Przez ten miesiąc spodziewali się najgorszego. Każdy dźwięk telefonu wywoływał niepokój, że dzwonią ze szpitala. Przed kolejną wizytą na oddziale zamartwiali się, co zastaną. Codziennie odczuwali ulgę, że tata żyje, że walczy. Henryk wybudzał się powoli, w piątym tygodniu pobytu w szpitalu. Odzyskiwał pamięć, chociaż najpierw wspominał swoich rodziców i lata młodości. Z dnia na dzień czuł się coraz lepiej. Z pomocą pielęgniarki siadał na łóżku i chodził na krótkie spacery. Gdy wrócił do domu w połowie grudnia, byt już w dobrym stanie, W szpitalu poziom kreatyniny został obniżony, więc jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Dostał leki wspomagające pracę nerek i zalecenia dotyczące diety. Od razu też podaliśmy tacie Alveo wspomina Jacek. Gdy leżał w szpitalu, dotarliśmy do kwartalników Akuny. Po lekturze uznaliśmy, że jedna miarka to dla niego stanowczo za mato. Pił trzy, cztery dawki preparatu dziennie. Efekt był natychmiastowy. Przede wszystkim odzyskał apetyt dodaje Małgosia. Domagał się jedzenia, ale „normalnego", a nie tego zaleconego przez lekarzy, czyli ubogo białkowego. Niestety, mógł jeść głównie ziemniaki, dlatego przyrządzałam dla taty potrawy z ziemniaków praktycznie trzy razy dziennie. Przecierane, miksowane, bez przypraw, z dodatkiem innych warzyw. Tata nie był szczęśliwy. Czuł zapach niedzielnego rosołu i chciał zjeść razem z nami. Tymczasem dostawał kolejną porcję ziemniaków. A my zjadaliśmy obiad wtedy, kiedy poszedł się zdrzemnąć, żeby mu oszczędzić przykrości.

Powrót do domu
Razem z apetytem wróciło mu pragnienie, pit bardzo dużo wody. Szybko odzyskiwał siły, W Wigilię już chodził sam. Czuł się dobrze, chociaż dokuczał mu kaszel i katar. Cały czas odkrztuszał flegmę i ciekło mu z nosa wspomina Małgosia. Myśleliśmy, że przeziębił się w szpitalu. Zaopatrzyliśmy tatę w syropy na kaszel i środki na katar, ale nie byto żadnej poprawy. Pamiętam, ze gdy jechał do Krzysztofa, starszego syna, na Sylwestra, wziął ze sobą całą reklamówkę lekarstw. Dopiero w styczniu, na spotkaniu z Ania Łosik, dowiedzieliśmy się, że to nie przeziębienie, ale detoksykacja. Wtedy dopiero dostaliśmy rzetelne informacje na temat preparatu i zaczęliśmy pić go całą rodziną. Detoksykacja Henryka trwała pół roku. Organizm oczyszczał się Z nagromadzonych toksyn, a Alveo wspomagało pracę nerek. Cały czas pit po trzy, cztery miarki dziennie. Badania poziomu kreatyniny robił co dwa miesiące, a wyniki były coraz lepsze. W czerwcu 2006 wynosiły niewiele ponad normę. Lekarze ograniczyli mu ilość leków, bo obie nerki funkcjonują bardzo dobrze. Henryk ma wzorcowe ciśnienie, ustąpiły zawroty głowy. Od lipca 2006 roku Henryk znów mieszka sam. Chciał wrócić do swojego domu, do miejsca, które kocha, w którym spędził całe życie. Starych drzew się nie przesadza mówi. Co się jeszcze zmieniło? Nie jeździ na rowerze, nie gotuje, syn przywozi mu „normalne" obiady, a poranną kawę u brata zamienił na herbatę. Poza tym dopisuje mu świetny humor. Żartuje nawet, że czas poszukać towarzyszki na spacery i do pomocy przy pielęgnacji ogrodu.


źródło czasopismo "Zdrowie i Sukces"
Grażyna Michalik