Na początku była mam..

Na początku była mam..

Kolejny pracowity dzień. Spotkania w Poznaniu, Koszalinie i we Wrocławiu. Katarzyna Dziura z Krakowa w swojej pracy codziennie pokonywała setki kilometrów.


Wspólnie z mężem Markiem prowadzą firmę bieliźniarską. Marek zajmuje się sprawami organizacyjnymi, Kasia spotyka się z klientami. Większość dnia spędzałam w samochodzie. Pośpiech i stres to moja codzienność tłumaczy. Jadłam w biegu, odpoczywałam jadąc na kolejne spotkanie. Od rana do wieczora byłam poza domem. Z mężem i córkami widywałam się po pracy. Żyłam na „pełnych obrotach". Nie zastanawiałam się, do czego to prowadzi. Nie miałam na to czasu...

Wolne chwile
W każdy piątek wieczorem Katarzyna przystawała w swojej gonitwie. Właściwe zatrzymywał ją koszmarny ból głowy. Po całym tygodniu pracy cierpiała na „weekendową migrenę". Cały stres związany z pracą przeżywałam od nowa, z podwójną siłą mówi. Wymioty, wysadzanie gałki ocznej, paraliżujący ból głowy tak wyglądały moje wolne dni. Tabletki przeciwbólowe pomagały przez chwilę. Jedynie sen przynosił ukojenie. O ile w ogóle udało mi się zasnąć... Zasypiała bowiem tylko przy włączonym telewizorze. Gdy budziła się, aby go wyłączyć, nie mogła już spać dalej. Podczas migreny dźwięk telewizora wzmagał ból głowy. Zaśnięcie graniczyło z cudem. Gehenna trwała do niedzieli. A w poniedziałek do pracy... I tak przez ostatnie kilkanaście lat

Przezorna = ubezpieczona
To już nie alergia. To astma - powiedziała Katarzynie alergolog. Astmy nie da się wyleczyć. Trzeba z nią żyć. Przepisała lekarstwa (sterydy i leki wziewne). Z każdej wizyty przynosiłam po kilka recept wspomina Katarzyna. Jeden zestaw do domu, drugi do pracy, trzeci do samochodu. Kolejny zostawiałam u rodziców. Inny nosiłam w torebce. Dwa zestawy w zapasie. Starałam się mieć lekarstwa zawsze przy sobie. Gdy zapomniałam o zażyciu któregoś z nich, cały mój trud szedł na marne. Dostawałam ataku astmy. Kaszlałam i dusiłam się. Duszności trwały kilka minut. Kaszel mnie paraliżował. Gdy jechałam samochodem, musiałam zjechać na pobocze i przeczekać ten moment. W trakcie spotkania z klientami biegłam do łazienki, aby nie dławić się przy nich. Po kilku minutach, wykończona i czerwona z wysiłku, zaczynałam normalnie funkcjonować.

26 marca 2004 roku Katarzyna jechała na spotkanie do Poznania.
Do rozmowy z klientem zostało mi jeszcze pół godziny opowiada. To dużo czasu. Postanowiłam odwiedzić koleżankę Anię Cieślak. Spotkałam ją na parkingu stała przy swoim nowym samochodzie, z napisem Akuna. Wyglądała kwitnąco. Była uśmiechnięta i zadowolona. Skontaktuj się z moim tatą powiedziała. Chociaż jesteś zdrowa i bogata, powinno cię zainteresować, co ma do powiedzenia. Dowiesz się, skąd mam nowy samochód i dlaczego tak dobrze wyglądam. Katarzyna zadzwoniła jeszcze tego samego dnia.
Możemy się spotkać jutro w Koninie -zaproponował Antoni. Mam niecałą godzinę. Później jadę do Kalisza. Przystała na jego propozycję. Tego, co mówił Antoni, słuchała z wypiekami na twarzy. Dowiedziała się, czym zajmuje się firma Akuna, co to jest Alveo i jak działa.
Resztę opowiem ci przy następnej okazji zakończył Antoni. Za pół godziny muszę być w Kaliszu.
Jadę z tobą! zdecydowała Kasia. Antoni pędził z prędkością 150 km/h. Katarzyna z Anią jechały za nim. Ania w czasie drogi oglądała katalogi z bielizną, a Kasia starała się nie zgubić z oczu samochodu Antoniego. Zwolnij! Czemu tak pędzisz?! krzyczała Ania co chwilę. Ale Katarzyna tylko nerwowo spoglądała na zegarek. Pół godziny później jeszcze raz wysłuchała tego, co Antoni mówił o Alveo. Miałam mnóstwo pytań - wspomina. Wyjaśnił mi wszystko przy kolacji.

Na sen
Katarzyna wracała do domu. Jechała spokojnie, powoli. Była trzecia w nocy. Z głośników piąty raz leciała ta sama kaseta nagranie dr. Dembińskiego dotyczące Alveo. Była zachwycona i oniemiała. W bagażniku brzęczały butelki Alveo. Osiem sztuk. Dla całej rodziny. W domu wypiła miarkę preparatu. Trzy dni później zauważyła już efekty: Po raz pierwszy od wielu lat zasnęłam, zanim jeszcze zdążyłam włączyć telewizor! Przespałam siedem godzin. Nie śniły mi się spotkania, katalogi ani rozliczenia. Wstałam wypoczęta.

„Nieuleczalna" astma
Kilka dni później, w natłoku zajęć," Katarzyna zapomniała zażyć jedno z lekarstw. Zauważyła to dopiero następnego dnia. Zdziwiłam się, że nie dostałam ataku astmy. Postanowiłam zaryzykować. Przez kolejne cztery dni brałam dwa zamiast trzech lekarstw. Żadnych ataków duszności. Byłam pełna nadziei. Zadzwoniłam do pani doktor. Zaleciła mi odstawienie drugiego leku. Ataki nie wystąpiły. Cieszyłam się coraz bardziej. Tydzień później zrezygnowałam z kolejnego specyfiku. Astma nie przypomniała o sobie. Na końcu odstawiłam leki wziewne. Przez jakiś czas nosiłam je jeszcze w torebce. Na wszelki wypadek. Szczęśliwie nie musiałam ich już używać. I tak moja „nieuleczalna" astma minęła w ciągu pięciu tygodni picia Alveo po dwie miarki dziennie

Dziś
Kasia nadal pije Alveo, po dwie -miarki dziennie. Zapomniała już, gdzie leżą leki. W weekendy wreszcie odpoczywa. Migrena dokuczała jej ostatni raz w kwietniu 2004 roku. Nie była tak silna jak poprzednie i trwała krócej. Nie włącza' już telewizora, aby zasnąć. Wstaje wypoczęta i uśmiechnięta. W pracy nie towarzyszy jej stres i przemęczenie, chociaż nadal jeździ po całej Polsce. Łączy dotychczasową pracę z działaniem w Akunie. Jej spotkania dotyczą przede wszystkim Alveo.

Tata
Katarzyna wróciła do domu nad ranem. Kładąc się do łóżka opowiadała mężowi o preparacie, który polecił jej znajomy. Marek był zły, że go obudziła. Nic nie będę pił powiedział i przekręcił się na drugi bok. Kasia włączyła telewizor, żeby łatwiej zasnąć...
Marek przyzwyczaił się już do swoich dolegliwości. Trwały przez wiele lat. Nigdy nie przywiązywałem wagi do tego, co i kiedy jem mówi. Połykałem coś w pośpiechu, nie chciałem tracić czasu na jedzenie. Zawsze miałem dużo zajęć. Każdą wolną chwilę poświęcałem na uprawianie sportu. Wolałem nie zjeść obiadu niż zrezygnować z basenu czy roweru. Lekkoatletyka, szermierka czy narciarstwo to moje pasje. Dzięki nim zapominałem o problemach.

Trzy operacje
Problemy Marka z jelitami nasiliły się w ciągu kilku ostatnich lat. Tłumaczył to sobie stresem i zmęczeniem. Po każdym posiłku dokuczała mu zgaga. Czuł pieczenie w przełyku, ból w żołądku i klatce piersiowej. Podejrzewał, że to wrzody. Wiosną 2002 roku Marek trafił do szpitala. - Ból w klatce piersiowej był bardzo silny. Nie mogłem oddychać wspomina. Byłem przekonany, że to zawał. W szpitalu lekarze zrobili mi badania i testy wysiłkowe. „Serce masz jak dzwon" powiedzieli. „To nie zawał, ale refluks cofanie się treści żołądkowej do przełyku". Skierowali go do gastrologa, który przepisał leki na złagodzenie objawów choroby. Jeżeli nie pomogą, przeprowadzimy operację. Po tygodniu dojdziesz do siebie usłyszał. A on tymczasem „dochodził już do siebie" trzeci miesiąc po operacji kolana. Po trzech tygodniach miało być jak nowe, a rekonwalescencja znacznie się przedłużyła. W dodatku pod operowanym kolanem zrobiła się cysta. Ją też trzeba będzie usunąć chirurgicznie. Nie poddam się kolejnej operacji postanowił Marek. Możesz jeszcze poczekać, aż refluks będzie mniej aktywny. To przychodzi z wiekiem pocieszył Marka lekarz. Za 10 - 20 lat będzie lepiej...

Dwa urlopy
Marek przyjmował leki regularnie. Oswoił się z chorobą. Przestał zwracać uwagę na ból w klatce piersiowej. Kiedy Kasia przywiozła Alveo do domu, swoją butelkę oddał ojcu. On tego potrzebuje bardziej niż ja tłumaczył. Tata był po wylewie. Poprawę zdrowia u żony zauważył szybko. Nie musiała już włączać telewizora, aby zasnąć. W weekend nie dokuczała jej migrena. W czerwcu 2004 roku Marek zaczął pić preparat, jedną miarkę dziennie. Niestety, czuł się jeszcze gorzej. Dolegliwości się nasiliły. Kasia mi poradziła, żeby zamiast winogronowego pić Alveo miętowe. Dwie godziny po jedzeniu, dwie miarki dziennie. Zastosowałem się do tej rady wspomina. W lipcu pojechali na urlop. Dopiero wtedy zauważyłem, że refluks nie daje znać o sobie mówi. Bóle i pieczenie minęło. Po posiłkach nie występują żadne dolegliwości. Wcześniej nie miałem czasu tego zaobserwować. Pogodziłem się z tym, że choruję. Nie oczekiwałem żadnych zmian. Nowa sytuacja mnie zaskoczyła. Byłem szczęśliwy. Dwa miesiące później Marek odstawił leki. Objawy refluksu już nie wystąpiły. Teraz jem bez strachu i bez bólu. To wspaniałe uczucie tłumaczy. Pół roku później Marek pojechał w góry. - Kolano wydobrzało już po operacji dodaje. Musiałem wykorzystać okazję i pojeździć na nartach. Zakładając but narciarski zauważyłem, że nie mam już cysty pod kolanem. Zapomniałem o niej. Nie mam pojęcia, kiedy zniknęła. Marek odetchnął z ulgą. Nie wisiała już nad nim groźba operacji. Wszystkie dolegliwości ustąpiły. W końcu normalnie funkcjonuję tłumaczy. Zdrowo się odżywiam. Wysypiam się. Nie tracę czasu i energii na chorowanie. Dzięki temu mogę cieszyć się życiem razem z moimi bliskimi. A w wolnych chwilach z pasją uprawiam sport.

Starsza córka
Mama piła Alveo od kilku dni. Butelka Magdy stała zamknięta w kuchennej szafce. Magda obserwowała proces detoksykacji u mamy. Te plamy i bruzdy na twarzy ją przerażały. Dla 15-latki taki wygląd skóry stanowił poważny problem. Postanowiła wstrzymać się z piciem Alveo aż detoksykacja u mamy minie.

Chusteczki
Chusteczki higieniczne leżały wszędzie. W pokoju Magdy stanowiły niemal element dekoracji. Magda zużywała ich kilkadziesiąt dziennie. Co tydzień tata dokupował w Makro kilka zgrzewek. Po użyciu zmięte chusteczki wędrowały na polkę, na fotel, na biurko lub w dowolne inne miejsce. Leżały razem z książkami, z ubraniami, z kosmetykami. W szafie, na łóżku i na podłodze. Pogniecione mieszały się z pełnymi paczkami. W plecaku szkolnym zajmowały więcej miejsca niż zeszyty i książki. Z pokoju Magdy rozbiegały się po całym domu. Leżały w salonie, w kuchni, w łazience i w pokoju młodszej siostry - Karoliny. Niejedna sprzeczka w domu dotyczyła zużytych chusteczek. Ani prośby, ani groźby nie pomagały. Chusteczki zadomowiły się na stałe. Gdy Magda wyrzucała wszystkie do kosza, pojawiały się następne. Magda miała alergię.

Patyczek
Migdałki Magdy były tak duże, że prawie się stykały. W środku była ropa. Dziewczyna nie mogła normalnie przełykać. Z trudem oddychała. Skierowanie na wycięcie migdałków od tygodnia leżało na jej biurku. Doszłyśmy z lekarką do kompromisu tłumaczy Magda. Nie będę musiała poddać się operacji, jeżeli nauczę się sama usuwać ropę. Dostałam specjalny patyczek i przez przetoki w migdałkach usuwałam nadmiar wydzieliny. To było bolesne, ale nie chciałam po raz kolejny trafić do szpitala. Chorowała od najmłodszych lat.
Astma oskrzelowa, zapalenie krtani, zapalenie płuc, angina, grypa itd. Magda w szkole była tylko gościem. Pojawiała się parę razy w miesiącu, aby przynieść zwolnienia lekarskie. Resztę czasu spędzała w domu, chorowała. Częściej, niż mojego wychowawcę widywałam lekarza rodzinnego wspomina. Zaległości w szkole nie miały końca. Zanim zdążyłam nadrobić jedne, pojawiały się już kolejne. Groziło mi nieklasyfikowanie.

Alveo
Magda zaczęła pić Alveo w kwietniu 2004 roku. Dwie miarki dziennie. Po dwóch miesiącach migdałki się oczyściły i wróciły do naturalnych rozmiarów. Objawy alergii ustąpiły. Wraz z katarem zniknęły chusteczki porozrzucane po całym domu. Na początku tata pochwalił mnie, że zaczęłam sprzątać - wspomina Magda. Szybko jednak zauważył, że chusteczki nie są mi już potrzebne. Odkąd zaczęłam pić Alveo opuściłam w szkole tylko cztery dni. Nie przeszkadza mi kurz i pyłki drzew. Nie zażywam leków. Minęły ataki astmy Po raz pierwszy od wielu lat nie zachorowałam jesienią. W zimie cieszyłam się śniegiem i mroźnym powietrzem. Bardzo lubię być zdrowa.

Młodsza córka
14-letnia Karolina zaczęła pić Alveo razem z mamą. Nigdy nie miała problemów ze zdrowiem. Alveo pije profilaktycznie. Jedną miarkę dziennie.





źródło czasopismo "Zdrowie i Sukces"
Katarzyna Mazur